Social Icons

poniedziałek, 15 września 2014

Itch. Reakcja łańcuchowa - Simon Mayo (tom 2)


Itch powrócił! Po wydarzeniach z pierwszego tomu życie Itchingama Lofte zmieniło się nie do poznania – po pobycie w szpitalu w wyniku choroby popromiennej i po przeszczepie szpiku kostnego w domu Itcha zamieszkała jednostka MI5, mająca na celu chronić jego rodzinę przed potencjalnymi atakami terrorystycznymi. Itch jest bowiem jedyną osobą, która wie, gdzie znajdują się unikatowe egzemplarze pierwiastka o liczbie atomowej 126 – niezwykle promieniotwórczego i niebezpiecznego dla ludzkości.

Zarówno Itch, jak i jego siostra Chloe i kuzynka Jack znajdują się pod ścisłą ochroną, a agenci nie odstępują ich na krok – nawet w szkole. Ma to swoje zalety, bo nawet szkolni prześladowcy muszą się pilnować i trzymać ręce przy sobie. Choć na każdym kroku Lofte’om grozi niebezpieczeństwo, starają się żyć normalnie – Itch dołącza nawet do koła przyrodniczego, gdzie poznaje interesującą dziewczynę, córkę kolekcjonera pierwiastków. Czy Itch będzie miał szansę na pierwszą miłość? Czy w obliczu niecnych planów nemezis Itcha – Nathaniela Flowerdew – skały z pierwiastkiem 126 pozostaną bezpieczne?

Simon Mayo utrzymał poziom po swojej debiutanckiej powieści dla młodzieży i w drugim tomie odkrywa przed czytelnikiem jeszcze więcej chemicznych reakcji i zwrotów fabuły. Jeżeli Cake wzbudził waszą sympatię, w tym tomie spotkacie jego… córkę. Dowiecie się interesujących rzeczy na temat Nicholasa Lofte’a, ojca Itcha. A jeżeli kochacie chemię – poznacie nowe, nieraz zaskakujące zastosowania kolejnych pierwiastków z tablicy Mendelejewa.





Recenzję napisano dla serwisu LubimyCzytać.pl


poniedziałek, 8 września 2014

Itch. Pasjonujące przygody poszukiwacza pierwiastków - Simon Mayo (tom 1)


Zdaje mi się, że gdyby przeprowadzić ogólnopolską ankietę wśród uczniów, mającą na celu stworzenie rankingu ulubionych przedmiotów w szkole, chemia nie zajęłaby wysokiej pozycji. Nie inaczej byłoby w Anglii, rodzinnym kraju Itcha, tytułowego bohatera książki Simon Mayo.

Jednak Itch, wyrośnięty czternastolatek, chemię uwielbia. Świetnym tego dowodem jest jego hobby – chłopak chce skompletować wszystkie pierwiastki z tablicy Mendelejewa.

Poznajemy Itcha w momencie, gdy jeden z jego eksperymentów (po raz kolejny) wymyka się spod kontroli w spektakularny sposób. Jednak utrata brwi w wyniku wybuchu, zakaz matki na przetrzymywanie kolekcji w domu, niedługo stają się przyjaznymi wspomnieniami w obliczu tego, co następuje. Po niefortunnym przytruciu połowy klasy arsenem, Itch nabywa do swojej kolekcji pewną niezwykłą skałę. I wtedy się zaczyna… Okazuje się że kamyk jest radioaktywny i że prawdopodobnie… jest nieznanym dotąd pierwiastkiem, mogącym zmienić przyszłość energetyczną całego kraju i jednocześnie być przenośną bronią atomową. Od tej pory dorwać go pragną wszyscy – jeden z nauczycieli o niejasnej przeszłości, nigeryjska mafia, rząd… Stawka jest wysoka, a Itch do pomocy ma jedynie kilku przyjaznych mu ludzi. Promieniowanie nie jest też bez znaczenia dla jego organizmu. Czy to może się udać?

Simon Mayo napisał naprawdę świetną debiutancką powieść, która w zadziwiający sposób integruje w sobie przygodową książkę dla młodzieży czy informacje z zakresu chemii i geografii.

Nastolatki z grupy wiekowej 10-15 lat będą mieć dużą frajdę towarzysząc Itchowi, Jack i Chloe w tej niesamowitej przygodzie. Nie napisałam nic o kuzynce i siostrze głównego bohatera, wspomnę jedynie, że odgrywają bardzo ważną rolę w jego życiu. Postacie są interesująco skonstruowane, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Recenzję napisano dla serwisu LubimyCzytać.pl


poniedziałek, 1 września 2014

Spustoszenie. Nieopowiedziana historia katastrofy i dyktatury wojskowej w Birmie - Emma Larkin

W 2008 roku w Birmie, w wyniku uderzenia cyklonu Nargis zginęło 138 000 osób, ponad 30 000 zostało uznanych za zaginione. Ponad dwa miliony ludzi straciło dach nad głową, utraciło bliskich, sąsiadów, czy całe wioski, w których się wychowali. Ponieważ w tym czasie, od ponad 40 lat kraj był rządzony przez wojskową juntę, kontrolującą media i życie mieszkańców – pomoc, którą otrzymali poszkodowani była zupełnie nieadekwatna do ich potrzeb. Choć międzynarodowe organizacje pomocowe były gotowe udzielić natychmiastowego wsparcia, nie zostały wpuszczone do kraju lub ich działania było mocno ograniczone. W wyniku tych decyzji do wielu poszkodowanych pomoc po prostu nie dotarła. Stanowisko junty w tej sprawie zmieniło się dopiero po kilku tygodniach, a wtedy dla wielu było już za późno. Książka przepełniona jest scenami z okresu po cyklonie, które pokazują, jak władze „pomagały” ofiarom kataklizmu:

Wkrótce po cyklonie ocaleńców (…) zabrały łodzie wysłane na ratunek przez prywatnych właścicieli bądź władze Bogalay. Chociaż Bogalay też bardzo poważnie ucierpiało w kataklizmie, fala powodziowa była tam niższa i solidniejsze murowane budynki przetrwały. W mieście ocalali z tej wsi schronili się na terenie klasztoru, gdzie dla ludzi pozbawionych dachu nad głową, których było tysiące, mnisi postawili duże namioty. Mieszkańcy Rangunu zaopatrywali ich w żywność i koce. Pili wodę z plastikowych butelek dostarczonych przez Czerwony Krzyż i inne organizacje humanitarne, o istnieniu których nigdy wcześniej nie słyszeli. (…) Lekarz i dwie pielęgniarki zszywali im rany i składali połamane kończyny.

Ale po dwóch tygodniach do klasztoru przyszli przedstawiciele władz miejskich i oznajmili wieśniakom, że mają wracać do siebie. Przed wyjazdem każdy dostał (…) płachtę brezentu, pięciokilowy worek ryżu, paczkę sucharów, cztery opakowania makaronu i butelkę wody pitnej. Tak zaopatrzonych zapakowano ich na łódź i odwieziono z powrotem do wioski. Albo mówiąc ściślej, tam, gdzie kiedyś była ich wieś.

Emma Larkin skupia się na relacjach ludzi, krążących plotkach i teoretyzuje, jak rządzący mogliby usprawiedliwiać swoje postępowanie. Oprócz opisu okoliczności cyklonu, wspomina też o proteście mnichów buddyjskich wobec władz i jego konsekwencjach. Jak wiadomo, również te protesty władze praktycznie zmiażdżyły:

(…) trudno było się pogodzić z tym, że wartości i racja moralna to za mało, gdy przeciwnik ma karabiny i nie zawaha się przed użyciem siły.

Poruszyły mnie opisy decyzji rządzących które pokierowane były obliczeniami astrologów - przeniesienie stolicy czy wysiew rośliny, która miała pokonać czar przywódczyni opozycji - Aung San Suu Kyi, bo miała podobną nazwę lub bezmyślne niszczenie zabytków Rangunu przez socjalistyczną odbudowę - jak w fundamencie był kwadrat budowano jedną wersję, jak koło – drugą.

Choć to niewiarygodne, Birma z tej książki powoli przestaje istnieć. Powoli, powolutku do władzy doszła opozycja i nadeszły zmiany. Kraj czeka jeszcze długa droga, więc wybierając się do kraju warto poznać jego historię i rzeczywistość w jakiej żyli Birmańczycy do całkiem niedawna.  

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Miłość ci wszystko wypaczy - Andrzej Komorowski

Ciężko mi właściwie określić, co autor chciał przekazać pisząc tę książkę. Temat miłości zdaje się być tylko pretekstem do snucia opowieści. Gdyby był to zbiór artykułów czy felietonów może to tematyczne poszatkowanie byłoby uzasadnione. Gdy zaczęłam lekturę, sceptycznie podchodziłam do mieszania wiedzy naukowej z własnym doświadczeniem. W pierwszym rozdziale autor zajął się tematem jaka konfiguracja osób z rodzeństwa (zgodnie z ich płcią i kolejnością urodzenia) jest najlepsza i dlaczego. Może to i ciekawe badania, jednak brakowało mi informacji o tym, jak były prowadzone i jak określano „udanie” związku. Polecam ominąć cały rozdział pierwszy.


Kolejne rozdziały zajmują się miłością w różnym ujęciu – od ludowych wierzeń na temat potencji i romantycznego powodzenia (rozdział drugi podobał mi się najbardziej) przez miłość w literaturze i historii. Autor co chwilę dzielił się z czytelnikiem cytatami nawiązującymi do jego toku myślenia i na początku było to dla mnie bardzo inspirujące, cytaty są naprawdę dobre. Jednak w pewnym momencie tego cytowania było za wiele, przeszkadzało mi w czytaniu.

W książce zaprezentowane są też „osoby nieprzeciętne” i to, co on uważa, że zadecydowało o ich rodzinnym szczęściu. Może włączanie do książki osób popularnych miało ją uatrakcyjnić, jednak dla mnie osłabiło postać autora, jako osoby, która jednak kieruje się pewnymi podstawami naukowymi, nie zaś powierzchownymi spostrzeżeniami (opierają się na relacjach o życiu sławnych z mediów). Zignorowałabym tego typu wynurzenia o miłości, gdyby wcześniej nie pisał tak krytycznym językiem o ludowych wierzeniach, jako o zabobonach, a wręcz głupotach, jakimi ludzie małego rozumu kierują się w życiu (nie napisał tego dokładnie w ten sposób, jednak był wobec tego tematu bardzo stanowczo „naukowy”). Wydało mi się to niekonsekwentne.

Andrzej Komorowski pisze w specyficznym stylu. Nie można odmówić mu wiedzy i gawędziarskiego talentu. Język którym się posługuje czasami wydaje się wręcz potoczny. Dla mnie była to zaleta. Książkę odłożyłam z poczuciem chaosu, mimo że na końcu autor tłumaczył się, po co pewne wątki w książce poruszył. Myślę, że gdyby wszystkie wątki, które w książce poruszył podzielić na krótsze formy, byłby to zbiór błyskotliwy i wciągający. Mam też nadzieję, że Komorowski nauczony doświadczeniami swojego literackiego debiutu popełni jeszcze jakiś zbiór przemyśleń, bo mimo wszystko, lektura ta była dla mnie wzbogacająca.

Recenzja napisana dla serwisu LubimyCzytać.pl


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Bogowie na balkonie - Snellman Anja

Ostatnio w mediach często czytałam o Skandynawii: o rewolucyjnym fińskim systemie edukacji, o dbającej o równouprawnienie Szwecji, o Danii, gdzie każdy przejaw przemocy w rodzinie jest gruntownie analizowany, o Norwegii, ciężko doświadczonej zamachem terrorystycznym, a także o gwałtownych przemianach społeczno-kulturowych, związanych z polityką otwartości krajów skandynawskich na emigrantów.

To musi być niezwykle trudne doświadczenie - dorastać w kraju, gdzie wartości wyznawane przez rodziców nie są kultywowane, pozornie szanowane pod płaszczykiem politycznej poprawności, ale zupełnie niezrozumiałe. Bohaterka książki „Bogowie na balkonie”, Anyżka, bardzo przeżywa, że jej religia tak ją ogranicza. Nie może przecież pomalować sobie paznokci, jak jej rówieśniczki, nie może pójść na koncert czy spotykać się z chłopakami. Nie wolno jej chodzić na basen albo mieć psa. Odczuwanie przyjemności erotycznej także jest haram* – kobiety z jej rodziny w odpowiednim wieku czeka obrzezanie.

Z drugiej strony poznajemy Allę-Zahrę, fińską dziewczynę, która nawraca się na islam, odnajdując w noszeniu burki i studiowaniu Koranu prawdziwe wyzwolenie.

Anyżka zaprzyjaźnia się z Wandą, siostrą Alli-Zahry, wychowaną przez skrajnie liberalną matkę. Ta znajomość przynosi Anyżce niesamowite korzyści, pozwala zajrzeć do niedostępnego świata, ale ma też swoje konsekwencje…

Od ataku na World Trade Center o islamie nie mówi się najlepiej. Znając jednak kilka przykładów katolickiego fanatyzmu z naszego polskiego podwórka, warto mieć świadomość, że jaskrawości są najlepiej widoczne, bo przemawiają do pierwotnych reakcji walki i ucieczki.

Islam w tej książce, pomimo wprowadzenia postaci Alli-Zahry, ma twarz surową i pełną przemocy. Czy Anja Snellman odzwierciedla nastroje panujące w Finlandii? Czy w taki sposób Finowie postrzegają muzułmanów? Wszystkie kraje skandynawskie przyjęły wielu imigrantów pochodzenia arabskiego, wśród których rodzi się więcej dzieci niż u autochtonów. Postępująca izolacja i walka o prawa mniejszości (które zaczynają być większością) budzą poczucie zagrożenia i nieufność.

Rodzina Anyżki pozbawiona jest rodzinnej bliskości i ciepła. Zasady panujące w ich społeczności są bezwzględne, a każde niemile widziane zachowanie podlega bezlitosnej krytyce rodziny i starszyzny zamieszkującej kraj pochodzenia.

Jaskrawe światy Anyżki i Alli-Zahry, świat przemocy i ograniczeń, oraz świat swobody bez barier, pozornie stanowią antytezę. W moim odczuciu jednak, o wewnętrznych konfliktach dziewcząt decydują… ich relacje rodzinne. Obie bowiem tak samo poszukują swojego miejsca na świecie, sprzeniewierzając się wszystkiemu, czego nauczono ich w domu. Równie jednak możliwe jest, że Anja Snellman ukazując „finskość” imigrancką i miejscową, zadaje pytanie – jaka powinna być Finlandia?

*Określenie na wszystko, co w Islamie jest zabronione

Recenzję napisano dla serwisu LubimyCzytać.pl


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

2013 - czytelnicze podsumowanie roku

W 2013 roku pobiłam osobisty rekord: przeczytałam 47 książek (pełna lista w zakładce Lista książek przeczytanych)! Od kilku lat systematycznie i świadomie czytam coraz więcej i jestem z siebie bardzo dumna. Chcę utrzymać tempo w 2014, więc mam nadzieję pobić ten rekord :)

Skomponowanie zestawienia zajęło mi tyle czasu, bo nie bardzo wiedziałam jaką przyjąć formułę. Postawiłam na prostotę. Poniżej zamieszczam listę książek, które najbardziej mi się spodobały spośród przeczytanych w 2013 roku (oceniłam je na minumum 7/10). Recenzje książek z roku 2013 z pewnością będą się jeszcze pojawiać na blogu w tym roku. W pierwszej kolejności książki z recenzjami opublikowanymi na blogu:


  • Mity na temat małżeństwa. O powszechnych przekonaniach które niszczą związek - Arnold A. Lazarus
  • Itch.  Pasjonujące przygody poszukiwacza pierwiastków - Simon Mayo
  • Anna Karenina - Lew Tołstoj (audiobook w genialnym wykonaniu Anny Polony seria "Mistrzowie słowa")
  • Bestiariusz słowiański: Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach - Paweł Zych, Witold Vargas
  • Beztroskie jedzenie. Dlaczego jemy więcej niżbyśmy chcieli? - Brian Wansink
  • Bracia lwie serce - Astrid Lindgren
  • Carl Rogers. Biografia - Brian Thorne
  • Dmuchnij pan w balonik - Stefan "Wiech" Wiechecki (audiobook w fenomenalnej interpretacji Jana Kobuszewskiego seria "Mistrzowie słowa")
  • Dogadać się z dzieckiem. Coaching. Empatia. Rodzicielstwo - Joanna Berendt, Magdalena Sendor
  • Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy - Peter A. Levine, Ann Frederick
  • Parenting Adopted Adolescents. Understanding and Appreciating Their Journeys - Gregory C. Keck
  • Porozumienie bez przemocy. O języku serca - Marshall B. Rosenberg
  • Rozmowy o miłości na skraju przepaści- Boris Cyrulnik
  • The Connected Child. Bring hope and healing to your adoptive family - Karen Purvis, David Cross, Wendy Sunshine
  • Więź daje siłę - Evelin Kirkilinois
  • Wychowanie bez nagród i kar. Rodzicielstwo bezwarunkowe - Alfie Kohn
  • Wychowanie w duchu empatii. Rodzicielstwo według porozumienia bez przemocy - Marshall B. Rosenberg
  • Zdolne, ale rozkojarzone. Wspieranie rozwoju dziecka za pomocą treningu umiejętności wykonawczych - Peg Dawson, Richard Guare
Nie rozumiem formatowania tekstu na bloggerze, w edytorze wyświetla mi się coś zupełnie innego niż na stronie...

Przy okazji informuję, że recenzje będą ukazywać się na blogu regularnie :)

niedziela, 6 kwietnia 2014

Akademia Khana. Szkoła bez granic - Salman Khan

Wiele jest pomysłów na edukację. Za każdym razem, gdy pojawia się nowy minister edukacji, wprowadza nagle jakąś dużą zmianę, najczęściej zupełnie nieuzasadnioną żadnymi badaniami. A potem zaczynają się ciągnące się w mediach dysputy i poruszenie społeczne. Media lub konkretne partie przerzucają się argumentami za i przeciw danemu pomysłowi. A potem sprawy cichną aż do przybycia następcy.
Wielu światowych specjalistów od edukacji z niepokojem patrzy na współczesne systemy edukacji, które w zastraszającym tempie dezaktualizują się wobec potrzeb przyszłych pokoleń. Ken Robinson zabawnie opowiada o tym, jak szkoła zabija kreatywność link, Sugata Mitra przedstawia niesamowite badania, które przeprowadził w indyjskich slumsach i wioskach link.
Salman Khan też dorzucił swoją cyfrową cegiełkę do rozwoju edukacji i opisał swoją historię w książce „Akademia Khana. Szkoła bez granic”. Khan, nieźle sytuowany analityk w funduszu hedgingowym, absolwent Harvarda i MIT, zaczyna udzielać telefonicznych korepetycji swojej młodej krewnej. Szukając nowych dróg do tłumaczenia jej zawiłości matematyki, napotykając też na kilka trudności natury psychologicznej, powoli wciąga się w edukację i postanawia nagrać kilka filmów video na YouTube. Krok po kroku, nie bez ryzyka (sic! autor pracował też jako inwestor przedsięwzięć wysokiego ryzyka) jego projekt zmienia się z hobby w pracę zawodową, a Akademią Khana i jej finansowaniem interesuje się sam Bill Gates.
Dzisiaj, Akademia Khana to nie tylko filmy tłumaczące zawiłości matematyki, ale wielotematyczna platforma edukacyjna, inteligentnie dostosowująca się do naszego poziomu przyswojenia materiału. Salaman Khan nie wierzy w edukację, która wystawia ocenę i przechodzi do następnego tematu, ale w taką, gdzie tylko 100% opanowanie materiału pozwala na zajęcie się nowym wątkiem.
Książka Khana opisuje nie tylko historię Akademii i jej założenia, lecz także historię edukacji - jakie idee przyświecały jej kiedyś, a jakie sprawdziłyby się dzisiaj:
Balast, ciążący na współczesnym modelu edukacji staje się coraz bardziej oczywisty, bo rzeczywistość ekonomiczna przestała faworyzować uległą, zdyscyplinowaną klasę pracująca, która posiada zaledwie podstawowe umiejętności czytania, liczenia i mniej więcej orientuje się w naukach humanistycznych. Dzisiejszy świat potrzebuje kreatywnie myślących, dociekliwych i nieustannie kształcących się ludzi, którzy są w stanie projektować i stosować nowe idee. – Salaman Khan.
Wszyscy uczymy się całe życie. System, w którym przychodziło lub przychodzi nam się edukować mógł nieraz wpływać na to, co myślimy o swoich możliwościach, a więc wpływać na pewne życiowe decyzje. Czy ten wpływ zmniejszył nasz potencjał? Czy inna edukacja rozwinęłaby lepiej nasze możliwości? Czy wreszcie dokonalibyśmy innych wyborów? Książka nie udzieli odpowiedzi na te pytania, ale na pewno stanowi interesujący wkład w tematykę nauczania i uczenia się.

Recenzja napisana dla :


 

Sample text

Sample Text

Recent Comments Widget

Sample Text