Social Icons

poniedziałek, 1 września 2014

Spustoszenie. Nieopowiedziana historia katastrofy i dyktatury wojskowej w Birmie - Emma Larkin

W 2008 roku w Birmie, w wyniku uderzenia cyklonu Nargis zginęło 138 000 osób, ponad 30 000 zostało uznanych za zaginione. Ponad dwa miliony ludzi straciło dach nad głową, utraciło bliskich, sąsiadów, czy całe wioski, w których się wychowali. Ponieważ w tym czasie, od ponad 40 lat kraj był rządzony przez wojskową juntę, kontrolującą media i życie mieszkańców – pomoc, którą otrzymali poszkodowani była zupełnie nieadekwatna do ich potrzeb. Choć międzynarodowe organizacje pomocowe były gotowe udzielić natychmiastowego wsparcia, nie zostały wpuszczone do kraju lub ich działania było mocno ograniczone. W wyniku tych decyzji do wielu poszkodowanych pomoc po prostu nie dotarła. Stanowisko junty w tej sprawie zmieniło się dopiero po kilku tygodniach, a wtedy dla wielu było już za późno. Książka przepełniona jest scenami z okresu po cyklonie, które pokazują, jak władze „pomagały” ofiarom kataklizmu:

Wkrótce po cyklonie ocaleńców (…) zabrały łodzie wysłane na ratunek przez prywatnych właścicieli bądź władze Bogalay. Chociaż Bogalay też bardzo poważnie ucierpiało w kataklizmie, fala powodziowa była tam niższa i solidniejsze murowane budynki przetrwały. W mieście ocalali z tej wsi schronili się na terenie klasztoru, gdzie dla ludzi pozbawionych dachu nad głową, których było tysiące, mnisi postawili duże namioty. Mieszkańcy Rangunu zaopatrywali ich w żywność i koce. Pili wodę z plastikowych butelek dostarczonych przez Czerwony Krzyż i inne organizacje humanitarne, o istnieniu których nigdy wcześniej nie słyszeli. (…) Lekarz i dwie pielęgniarki zszywali im rany i składali połamane kończyny.

Ale po dwóch tygodniach do klasztoru przyszli przedstawiciele władz miejskich i oznajmili wieśniakom, że mają wracać do siebie. Przed wyjazdem każdy dostał (…) płachtę brezentu, pięciokilowy worek ryżu, paczkę sucharów, cztery opakowania makaronu i butelkę wody pitnej. Tak zaopatrzonych zapakowano ich na łódź i odwieziono z powrotem do wioski. Albo mówiąc ściślej, tam, gdzie kiedyś była ich wieś.

Emma Larkin skupia się na relacjach ludzi, krążących plotkach i teoretyzuje, jak rządzący mogliby usprawiedliwiać swoje postępowanie. Oprócz opisu okoliczności cyklonu, wspomina też o proteście mnichów buddyjskich wobec władz i jego konsekwencjach. Jak wiadomo, również te protesty władze praktycznie zmiażdżyły:

(…) trudno było się pogodzić z tym, że wartości i racja moralna to za mało, gdy przeciwnik ma karabiny i nie zawaha się przed użyciem siły.

Poruszyły mnie opisy decyzji rządzących które pokierowane były obliczeniami astrologów - przeniesienie stolicy czy wysiew rośliny, która miała pokonać czar przywódczyni opozycji - Aung San Suu Kyi, bo miała podobną nazwę lub bezmyślne niszczenie zabytków Rangunu przez socjalistyczną odbudowę - jak w fundamencie był kwadrat budowano jedną wersję, jak koło – drugą.

Choć to niewiarygodne, Birma z tej książki powoli przestaje istnieć. Powoli, powolutku do władzy doszła opozycja i nadeszły zmiany. Kraj czeka jeszcze długa droga, więc wybierając się do kraju warto poznać jego historię i rzeczywistość w jakiej żyli Birmańczycy do całkiem niedawna.  

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Miłość ci wszystko wypaczy - Andrzej Komorowski

Ciężko mi właściwie określić, co autor chciał przekazać pisząc tę książkę. Temat miłości zdaje się być tylko pretekstem do snucia opowieści. Gdyby był to zbiór artykułów czy felietonów może to tematyczne poszatkowanie byłoby uzasadnione. Gdy zaczęłam lekturę, sceptycznie podchodziłam do mieszania wiedzy naukowej z własnym doświadczeniem. W pierwszym rozdziale autor zajął się tematem jaka konfiguracja osób z rodzeństwa (zgodnie z ich płcią i kolejnością urodzenia) jest najlepsza i dlaczego. Może to i ciekawe badania, jednak brakowało mi informacji o tym, jak były prowadzone i jak określano „udanie” związku. Polecam ominąć cały rozdział pierwszy.


Kolejne rozdziały zajmują się miłością w różnym ujęciu – od ludowych wierzeń na temat potencji i romantycznego powodzenia (rozdział drugi podobał mi się najbardziej) przez miłość w literaturze i historii. Autor co chwilę dzielił się z czytelnikiem cytatami nawiązującymi do jego toku myślenia i na początku było to dla mnie bardzo inspirujące, cytaty są naprawdę dobre. Jednak w pewnym momencie tego cytowania było za wiele, przeszkadzało mi w czytaniu.

W książce zaprezentowane są też „osoby nieprzeciętne” i to, co on uważa, że zadecydowało o ich rodzinnym szczęściu. Może włączanie do książki osób popularnych miało ją uatrakcyjnić, jednak dla mnie osłabiło postać autora, jako osoby, która jednak kieruje się pewnymi podstawami naukowymi, nie zaś powierzchownymi spostrzeżeniami (opierają się na relacjach o życiu sławnych z mediów). Zignorowałabym tego typu wynurzenia o miłości, gdyby wcześniej nie pisał tak krytycznym językiem o ludowych wierzeniach, jako o zabobonach, a wręcz głupotach, jakimi ludzie małego rozumu kierują się w życiu (nie napisał tego dokładnie w ten sposób, jednak był wobec tego tematu bardzo stanowczo „naukowy”). Wydało mi się to niekonsekwentne.

Andrzej Komorowski pisze w specyficznym stylu. Nie można odmówić mu wiedzy i gawędziarskiego talentu. Język którym się posługuje czasami wydaje się wręcz potoczny. Dla mnie była to zaleta. Książkę odłożyłam z poczuciem chaosu, mimo że na końcu autor tłumaczył się, po co pewne wątki w książce poruszył. Myślę, że gdyby wszystkie wątki, które w książce poruszył podzielić na krótsze formy, byłby to zbiór błyskotliwy i wciągający. Mam też nadzieję, że Komorowski nauczony doświadczeniami swojego literackiego debiutu popełni jeszcze jakiś zbiór przemyśleń, bo mimo wszystko, lektura ta była dla mnie wzbogacająca.

Recenzja napisana dla serwisu LubimyCzytać.pl


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Bogowie na balkonie - Snellman Anja

Ostatnio w mediach często czytałam o Skandynawii: o rewolucyjnym fińskim systemie edukacji, o dbającej o równouprawnienie Szwecji, o Danii, gdzie każdy przejaw przemocy w rodzinie jest gruntownie analizowany, o Norwegii, ciężko doświadczonej zamachem terrorystycznym, a także o gwałtownych przemianach społeczno-kulturowych, związanych z polityką otwartości krajów skandynawskich na emigrantów.

To musi być niezwykle trudne doświadczenie - dorastać w kraju, gdzie wartości wyznawane przez rodziców nie są kultywowane, pozornie szanowane pod płaszczykiem politycznej poprawności, ale zupełnie niezrozumiałe. Bohaterka książki „Bogowie na balkonie”, Anyżka, bardzo przeżywa, że jej religia tak ją ogranicza. Nie może przecież pomalować sobie paznokci, jak jej rówieśniczki, nie może pójść na koncert czy spotykać się z chłopakami. Nie wolno jej chodzić na basen albo mieć psa. Odczuwanie przyjemności erotycznej także jest haram* – kobiety z jej rodziny w odpowiednim wieku czeka obrzezanie.

Z drugiej strony poznajemy Allę-Zahrę, fińską dziewczynę, która nawraca się na islam, odnajdując w noszeniu burki i studiowaniu Koranu prawdziwe wyzwolenie.

Anyżka zaprzyjaźnia się z Wandą, siostrą Alli-Zahry, wychowaną przez skrajnie liberalną matkę. Ta znajomość przynosi Anyżce niesamowite korzyści, pozwala zajrzeć do niedostępnego świata, ale ma też swoje konsekwencje…

Od ataku na World Trade Center o islamie nie mówi się najlepiej. Znając jednak kilka przykładów katolickiego fanatyzmu z naszego polskiego podwórka, warto mieć świadomość, że jaskrawości są najlepiej widoczne, bo przemawiają do pierwotnych reakcji walki i ucieczki.

Islam w tej książce, pomimo wprowadzenia postaci Alli-Zahry, ma twarz surową i pełną przemocy. Czy Anja Snellman odzwierciedla nastroje panujące w Finlandii? Czy w taki sposób Finowie postrzegają muzułmanów? Wszystkie kraje skandynawskie przyjęły wielu imigrantów pochodzenia arabskiego, wśród których rodzi się więcej dzieci niż u autochtonów. Postępująca izolacja i walka o prawa mniejszości (które zaczynają być większością) budzą poczucie zagrożenia i nieufność.

Rodzina Anyżki pozbawiona jest rodzinnej bliskości i ciepła. Zasady panujące w ich społeczności są bezwzględne, a każde niemile widziane zachowanie podlega bezlitosnej krytyce rodziny i starszyzny zamieszkującej kraj pochodzenia.

Jaskrawe światy Anyżki i Alli-Zahry, świat przemocy i ograniczeń, oraz świat swobody bez barier, pozornie stanowią antytezę. W moim odczuciu jednak, o wewnętrznych konfliktach dziewcząt decydują… ich relacje rodzinne. Obie bowiem tak samo poszukują swojego miejsca na świecie, sprzeniewierzając się wszystkiemu, czego nauczono ich w domu. Równie jednak możliwe jest, że Anja Snellman ukazując „finskość” imigrancką i miejscową, zadaje pytanie – jaka powinna być Finlandia?

*Określenie na wszystko, co w Islamie jest zabronione

Recenzję napisano dla serwisu LubimyCzytać.pl


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

2013 - czytelnicze podsumowanie roku

W 2013 roku pobiłam osobisty rekord: przeczytałam 47 książek (pełna lista w zakładce Lista książek przeczytanych)! Od kilku lat systematycznie i świadomie czytam coraz więcej i jestem z siebie bardzo dumna. Chcę utrzymać tempo w 2014, więc mam nadzieję pobić ten rekord :)

Skomponowanie zestawienia zajęło mi tyle czasu, bo nie bardzo wiedziałam jaką przyjąć formułę. Postawiłam na prostotę. Poniżej zamieszczam listę książek, które najbardziej mi się spodobały spośród przeczytanych w 2013 roku (oceniłam je na minumum 7/10). Recenzje książek z roku 2013 z pewnością będą się jeszcze pojawiać na blogu w tym roku. W pierwszej kolejności książki z recenzjami opublikowanymi na blogu:


  • Mity na temat małżeństwa. O powszechnych przekonaniach które niszczą związek - Arnold A. Lazarus
  • Itch.  Pasjonujące przygody poszukiwacza pierwiastków - Simon Mayo
  • Anna Karenina - Lew Tołstoj (audiobook w genialnym wykonaniu Anny Polony seria "Mistrzowie słowa")
  • Bestiariusz słowiański: Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach - Paweł Zych, Witold Vargas
  • Beztroskie jedzenie. Dlaczego jemy więcej niżbyśmy chcieli? - Brian Wansink
  • Bracia lwie serce - Astrid Lindgren
  • Carl Rogers. Biografia - Brian Thorne
  • Dmuchnij pan w balonik - Stefan "Wiech" Wiechecki (audiobook w fenomenalnej interpretacji Jana Kobuszewskiego seria "Mistrzowie słowa")
  • Dogadać się z dzieckiem. Coaching. Empatia. Rodzicielstwo - Joanna Berendt, Magdalena Sendor
  • Obudźcie tygrysa. Leczenie traumy - Peter A. Levine, Ann Frederick
  • Parenting Adopted Adolescents. Understanding and Appreciating Their Journeys - Gregory C. Keck
  • Porozumienie bez przemocy. O języku serca - Marshall B. Rosenberg
  • Rozmowy o miłości na skraju przepaści- Boris Cyrulnik
  • The Connected Child. Bring hope and healing to your adoptive family - Karen Purvis, David Cross, Wendy Sunshine
  • Więź daje siłę - Evelin Kirkilinois
  • Wychowanie bez nagród i kar. Rodzicielstwo bezwarunkowe - Alfie Kohn
  • Wychowanie w duchu empatii. Rodzicielstwo według porozumienia bez przemocy - Marshall B. Rosenberg
  • Zdolne, ale rozkojarzone. Wspieranie rozwoju dziecka za pomocą treningu umiejętności wykonawczych - Peg Dawson, Richard Guare
Nie rozumiem formatowania tekstu na bloggerze, w edytorze wyświetla mi się coś zupełnie innego niż na stronie...

Przy okazji informuję, że recenzje będą ukazywać się na blogu regularnie :)

niedziela, 6 kwietnia 2014

Akademia Khana. Szkoła bez granic - Salman Khan

Wiele jest pomysłów na edukację. Za każdym razem, gdy pojawia się nowy minister edukacji, wprowadza nagle jakąś dużą zmianę, najczęściej zupełnie nieuzasadnioną żadnymi badaniami. A potem zaczynają się ciągnące się w mediach dysputy i poruszenie społeczne. Media lub konkretne partie przerzucają się argumentami za i przeciw danemu pomysłowi. A potem sprawy cichną aż do przybycia następcy.
Wielu światowych specjalistów od edukacji z niepokojem patrzy na współczesne systemy edukacji, które w zastraszającym tempie dezaktualizują się wobec potrzeb przyszłych pokoleń. Ken Robinson zabawnie opowiada o tym, jak szkoła zabija kreatywność link, Sugata Mitra przedstawia niesamowite badania, które przeprowadził w indyjskich slumsach i wioskach link.
Salman Khan też dorzucił swoją cyfrową cegiełkę do rozwoju edukacji i opisał swoją historię w książce „Akademia Khana. Szkoła bez granic”. Khan, nieźle sytuowany analityk w funduszu hedgingowym, absolwent Harvarda i MIT, zaczyna udzielać telefonicznych korepetycji swojej młodej krewnej. Szukając nowych dróg do tłumaczenia jej zawiłości matematyki, napotykając też na kilka trudności natury psychologicznej, powoli wciąga się w edukację i postanawia nagrać kilka filmów video na YouTube. Krok po kroku, nie bez ryzyka (sic! autor pracował też jako inwestor przedsięwzięć wysokiego ryzyka) jego projekt zmienia się z hobby w pracę zawodową, a Akademią Khana i jej finansowaniem interesuje się sam Bill Gates.
Dzisiaj, Akademia Khana to nie tylko filmy tłumaczące zawiłości matematyki, ale wielotematyczna platforma edukacyjna, inteligentnie dostosowująca się do naszego poziomu przyswojenia materiału. Salaman Khan nie wierzy w edukację, która wystawia ocenę i przechodzi do następnego tematu, ale w taką, gdzie tylko 100% opanowanie materiału pozwala na zajęcie się nowym wątkiem.
Książka Khana opisuje nie tylko historię Akademii i jej założenia, lecz także historię edukacji - jakie idee przyświecały jej kiedyś, a jakie sprawdziłyby się dzisiaj:
Balast, ciążący na współczesnym modelu edukacji staje się coraz bardziej oczywisty, bo rzeczywistość ekonomiczna przestała faworyzować uległą, zdyscyplinowaną klasę pracująca, która posiada zaledwie podstawowe umiejętności czytania, liczenia i mniej więcej orientuje się w naukach humanistycznych. Dzisiejszy świat potrzebuje kreatywnie myślących, dociekliwych i nieustannie kształcących się ludzi, którzy są w stanie projektować i stosować nowe idee. – Salaman Khan.
Wszyscy uczymy się całe życie. System, w którym przychodziło lub przychodzi nam się edukować mógł nieraz wpływać na to, co myślimy o swoich możliwościach, a więc wpływać na pewne życiowe decyzje. Czy ten wpływ zmniejszył nasz potencjał? Czy inna edukacja rozwinęłaby lepiej nasze możliwości? Czy wreszcie dokonalibyśmy innych wyborów? Książka nie udzieli odpowiedzi na te pytania, ale na pewno stanowi interesujący wkład w tematykę nauczania i uczenia się.

Recenzja napisana dla :


sobota, 18 stycznia 2014

Kolacja - Heman Koch

Kolacja jest zapisem pewnego wyjątkowego wieczoru, podczas którego dwa małżeństwa spotykają się, by omówić co zrobić w związku z sytuacją, w której brali udział ich synowie. Podobny opis pojawia się na okładce książki. Opis o wszystkim i o niczym. Już w trakcie lektury noty wydawniczej pojawiają się pytania. Nie bez powodu jednak wydawca posługuje się tak enigmatycznym opisem. Uchylenie nawet prostych szczegółów fabuły mogłoby odebrać część przyjemności z czytania. Być może dlatego książka doczekała się licznych adaptacji teatralnych, a nawet ekranizacji.

Herman Koch bowiem do perfekcji opanował stopniowe ujawnianie informacji na temat bohaterów książki. Taki zabieg sprawia, że łatwo wejść w fabułę i wciągnąć się w historię podczas poznawania nowych wątków. Dodając niezmienne miejsce akcji, to wymarzony wprost scenariusz do teatralnej sztuki.

Ponadto kreacja głównego bohatera, narratora książki, jest intrygująca. Paul to fajny facet, kochający ojciec i mąż. Tak przynajmniej z początku się wydaje… Gdy z zazdrością opowiada o sukcesach brata, gdy porównuje się z nim i poniża jego wybory i osiągnięcia, ciężko nie zastanawiać się – o co mu chodzi? Skąd ta postawa? W miarę czytania jednak, sprawa rozjaśnia się, a postać Paula nabiera barw.

Nie mogę powstrzymać się przed porównaniem książki do Zagninionej dziewczyny Gillian Flynn – jeżeli komuś podobała się ta pozycja, powinien zainteresować się też Kolacją. Przy czym Kolacja wydaje mi się lepiej skonstruowana. Jest też zręcznie poprowadzona, ale przede wszystkim, budzi emocje i pobudza do zadawania pytań.


Przy okazji dodaję Jadwigę Jędryas do listy ulubionych tłumaczy. Trzeba przyznać, że ten przekład to bardzo dobra robota. Myślę, że połączenie dobrego tłumacza ze świetnym autorem (to jego szósta powieść, pierwsza zaś, która odniosła tak spektakularny sukces) jest świetnym wyborem wydawnictwa. Ciekawe, czy w Polsce też odniesie taki sukces?


Recenzja napisana dla serwisu Lubimy Czytać.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

O inteligencji inaczej. Czy jesteśmy mądrzejsi od naszych przodków? - James R. Flynn

Po miesięcznej przerwie zapraszam do lektury :) Wkrótce podsumowanie roku 2013. 





Uwielbiam, kiedy czytam książkę, a jej treść, jak za pośrednictwem paranormalnych zdolności, stanowi komentarz do tego co aktualnie dzieje się na świecie (tak serio to efekt dostępności, ale cii!). Tak było też w przypadku O inteligencji inaczej Jamesa R. Flynna. Zanim jednak napiszę, co pan Flynn skomentował, napiszę może o efekcie Flynna, dosyć istotnym odkryciu autora książki - to interesujące zjawisko polegające na tym, że wyniki w testach na inteligencję od kilkudziesięciu lat rosną. Co jest tego przyczyną? Początkowe rozdziały analizują prawdopodobne rozwiązania.
Książka Flynna przypomina bardziej akademicki wykład, gdzie pełno jest wykresów, analiz, rozważań „co by było gdyby” i pytań bez odpowiedzi. Zamiast czytać o wyrazistych poglądach autora, musiałam brnąć przez procesy myślowe, za którymi nie zawsze potrafiłam nadążyć (przyznaję, pomimo ukończenia studiów psychologicznych, kilka rozdziałów stanowiło dla mnie orkę na ugorze – niewątpliwie, było stymulująco). Miałam takie poczucie, że autor nie do końca ma świadomość co dla szerokiego grona odbiorców jest zrozumiałe, a co być może lepiej byłoby napisać w piśmie specjalistycznym.

Jest też rozdział poświęcony miłośnikom teorii inteligencji wielorakich Howarda Gardnera. Dowiemy się również o biologicznych czynnikach wpływających na inteligencję. W tym kontekście szczególnie ciekawa jest historia Richarda Wetherilla, emerytowanego miłośnika szachów, który potrafił przewidzieć nawet do ośmiu ruchów w przód. Jednak w pewnym momencie uświadomił sobie, że jego umiejętności wyraźnie się pogorszyły – był w stanie zapamiętać zaledwie cztery posunięcia do przodu. Wetherill poddał się więc testom na demencję i zdał je bez problemu. Aż do śmierci dwa lata później żył aktywnie umysłowo. Sekcja zwłok wykazała, że w jego mózgu nastąpiły zmiany charakterystyczne dla choroby Alzheimera. Flynn przytacza też przykłady pozytywnego oddziaływania na mózg: Rytmiczna aktywność dużych grup mięśni stymuluje wytwarzanie substancji chemicznych, pod których wpływem pierwotne komórki mózgowe przekształcają się w neurony. Powoduje to wzrost liczby połączeń w części czołowej mózgu – być może poprzez powiększenie sieci naczyń włosowatych w tej okolicy. Dobre odżywianie wpływa pozytywnie na cały organizm, ale wyniki badań wskazują, że spożywanie ryb, oliwy z oliwek, owoców cytrusowych i warzyw, w połączeniu z unikaniem tłuszczów nasyconych, wywiera szczególnie korzystny wpływ na nasz mózg.

Szczerze mówiąc, więcej poczytałabym właśnie o „higienie” umysłu, zamiast o dywagacjach nad zastosowaniem tego czy tamtego testu do obliczania statystyk testów IQ w populacji szkolnej.
Nie znaczy to jednak, że Flynn nie ma w tym zakresie nic ciekawego do powiedzenia. Autor cytuje bowiem badania, w których zwrócono uwagę na czynniki inne niż IQ oraz ich zdolność do przewidywania ocen szkolnych czy sukcesu życiowego: Zdolność samokontroli okazała się dwukrotnie lepszym predyktorem ocen szkolnych niż iloraz inteligencji. (…) czynniki pozapoznawcze, takie jak samoocena czy spostrzegany stopień kontroli nad własnym losem, mają równie duże, a może nawet większe znaczenie niż kompetencje poznawcze dla naszych osiągnięć w wielu strefach życia.

Rozpisałam się. Miało być jeszcze o komentarzu autora do aktualnych wydarzeń. Ostatnio dużo czytam o gotowości szkolnej sześciolatków i nowej-starej reformie edukacji, która sprawi, że wszystkie dzieci w wielu sześciu lat zaczną edukację w klasie pierwszej. Pojawiają się sprzeczne informacje na temat badań dotyczących tejże właśnie gotowości – jedne mówią o tym, że dzieci powinny zaczynać naukę w pierwszej klasie, a inne, że będą gorzej sobie radziły niż ich koledzy - siedmiolatki. Flynn pisze, że pewni badacze zauważyli, że data urodzenia wpływa na osiągnięcia szkolne, rozwój poznawczy, oceny otrzymywane na studiach i poziom kreatywności naukowej. Jeśli we wrześniu naukę w pierwszej klasie mogą podjąć dzieci, które ukończyły sześć lat, to lepiej będzie sobie radziło dziecko, które osiągnęło ten wiek w październiku, niż to, które obchodziło szóste urodziny w sierpniu. W momencie rozpoczęcia szkoły to pierwsze będzie miało prawie siedem lat, co zapewni mu przewagę konkurencyjną nad innymi – a zwłaszcza nad dzieckiem, które dopiero przed miesiącem skończyło sześć lat. Sytuację starszego dziecka można porównać z sytuacją ucznia mającego niewielką przewagę genetyczną. Przewaga ta stopniowo się powiększa, ponieważ dzięki lepszym wynikom dziecko trafia do lepszych środowisk – od pierwszej klasy aż do wieku dorosłego. Z czasem ta niewielka przewaga przeistacza się w nader istotną różnicę osiągnięć.


I zanim na podstawie przeczytanych słów wyrobicie sobie opinię na ten temat… drobne uzupełnienie: Internet to cudowne narzędzie, umożliwiające dostęp do źródeł, o których jeszcze kilkanaście lat temu można było tylko pomarzyć. Z ciekawością sprawdziłam wspomniane w książce badania i… z zaskoczeniem odkryłam, że dotyczyły one piłkarzy, wyłącznie płci męskiej. Nie było mowy o osiągnięciach szkolnych, ale sportowych – że dzieci urodzone w określonych miesiącach mają większe szanse na bycie zauważonymi w swoim roczniku (z powodów określonych przez Flynna) i otrzymanie lepszego nadzoru trenerskiego. Czy można w prosty sposób przełożyć badania nad karierami piłkarskimi na osiągnięcia szkolne? To zaledwie jedno uproszczenie, żeby nie powiedzieć nadużycie autora, odebrało mi nieco zaufanie do przytaczanych przez niego argumentów. Pozostałam więc ze słodko-gorzkim wrażeniem po lekturze O inteligencji inaczej.    



Recenzja napisana dla serwisu Lubimy Czytać.

Jeżeli macie ochotę już teraz zapoznać się z tematyką Efektu Flynna, zapraszam na TED.com z wystąpieniem autora (są napisy po polsku).
 

Sample text

Sample Text

Recent Comments Widget

Sample Text